Polecamy te strony
 
 

Wydawnictwo Czarne Pogranicze - Sejny
   
 Ośrodek "Brama Grodzka - Teatr NN"  Lublin - Pamięć Miejsca
   
 czasopismo Na Vychod  Kolegium Europy Wschodniej
   
Galeria Soroczka  Art Historian Information from Central Europe
   
Tolerancja.pl o Ukrainie na portalu Rostra
 

www.paradoks.net.pl


Audioskop.net - internetowy sklep muzyczny



Wydawnictwo Muzyka Odnaleziona - www.muzykaodnaleziona.pl
 

Dom Szewca Fawki - projekt Stowarzyszenia Panorama Kultur


www.pk.org.pl/facebook
Naszą grupę w serwisie Facebook znajdziesz pod adresem www.pk.org.pl/facebook 

 

 

Reklama wspiera działalność serwisu Panorama Kultur

 

 

 
 Uciekam od stereotypów
Uciekam od stereotypów

Z Mirosławem Śmigielskim - redaktorem naczelnym magazynu Pan Slawista - rozmawia Łukasz Grzesiczak

Łukasz Grzesiczak: Mogę się do Pana zwracać Pan Slawista?
 

Mirosław Śmigielski: Jeśli chce Pan być dowcipny, proszę bardzo. Już kilka razy mi się to zdarzyło. Jak wiadomo, w każdym żarcie jest ziarno prawdy - jestem przecież redaktorem naczelnym tej gazety. Jej, powiedzmy, „mózgiem” - choć mówię to z przymrużeniem oka. Niemniej, nie jest to gazeta tylko o mnie, Pan Slawista z naszego logo to nie moje alter ego. To po prostu mój pomysł.
 
Zatem ile w Panu jest z Pana Slawisty?
 
- Miesięcznik „Pan Slawista" to mój pomysł na jakąś realizację tego, czym się zajmuję. Przez wiele lat gromadziłem w sobie lektury, spojrzenie na literaturę, słowa. W końcu to wszystko zaczęło się we mnie przepełniać. Nie chciałem być już tylko odbiornikiem. Dlatego, za pomocą gazety, stałem się w jakimś sensie nadajnikiem. Zyskałem przestrzeń do wyrażania siebie.
 
Czytam, że Pana zainteresowanie literaturą słowiańską jest przejawem „zaawansowanej choroby filologicznej". Przed wywiadem myślałem, by zapytać Pana, czy to boli i jakie są tego objawy. Tak na serio - czy to, że jest Pan zawodowym bohemistą zniekształca obraz lektur?
 
- Tak, to bez wątpienia jest choroba, do tego zaawansowana. Nie potrafię przejść obojętnie obok żadnej książki, nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o pozycje wywodzące się z literatury czeskiej. Dom moich rodziców i moje mieszkanie są dosłownie zawalone książkami. Części z nich, obawiam się, nigdy nie przeczytam – po prostu nie zdążę. Ta choroba boli, jak większość chorób. Cierpi portfel oraz kręgosłup.
Co do drugiej części pytania - zapewne naukowe, zawodowe spojrzenie zniekształca obraz lektur. Nie zawsze jest to już ta radość czytania, o której pisze Amos Oz. Niemniej naukowe spojrzenie rozszerza odbiór lektury, otwiera horyzonty często nieznane „nie-filologom”.
 
Zatem do jakiego czytelnika kierowany jest „Pan Slawista”? To gazeta dla filologów?
 
- Nie, broń Boże. To nie jest pismo dla filologów-specjalistów. Dokładamy wszelkich starań, by gazeta mogła dotrzeć do ludzi kochających literaturę, interesujących się literaturą, niekoniecznie zawodowo. Staramy się zachęcić do czytania, do podtrzymania tętna literatury słowiańskiej jako jakiejś całości. Otrzymujemy wiele pozytywnych sygnałów od ludzi, którzy po prostu lubią czytać. W żadnym razie nie chcemy się ograniczać do środowiska uniwersyteckiego. Nie chcemy być pismem hermetycznym, ale otwartym.
 
Wiem już skąd u Pana pasja do literatury. Ale dlaczego akurat literatura słowiańska?
 
- Dorastałem w tak specyficznej rodzinie, że praktycznie nie mogło być inaczej. Mama (która nota bene jest pisarką) od małego czytała mi polskich romantyków, zwłaszcza Mickiewicza. I tak mocno wpoiła mi wszystkie te romantyczne myśli, że nic już ich nie mogło zagłuszyć.
 
A jak pojawiła się fascynacja literaturą czeską?
 
- Przyznaję, że dość nietypowo. Pierwsze przejawy uczucia pojawiły się jeszcze w liceum, podczas zupełnie nie-kulturalnej wycieczki do Czech. Sympatia kiełkowała. Dostałem się na bohemistykę. Na trzecim roku byłem już zakochany na zabój.
Muszę dodać, że jest to miłość z wzajemnością.
 
Miłość z wzajemnością?

 
- Tak, literatura czeska jest dla mnie wyjątkowo przyjazna. Miałem przyjemność poznać wielu pisarzy czeskich, którzy zawsze traktowali mnie bardzo życzliwie. Wielką przyjemnością i zaszczytem jest dla prowadzenie zajęć z literatury czeskiej na Uniwersytecie Masaryka w Brnie. Myślę, że niewielu bohemistów -obcokrajowców może, będąc w moim wieku, pochwalić się moim dorobkiem. Mogę śmiało powiedzieć, że szczęście mi sprzyja.
 
Mówi Pan, że pragnie tworzyć pismo otwarte, a nie dla wąskiego grona specjalistów. Jednocześnie ucieka Pan od stereotypowego polskiego obrazu czeskiej literatury. W kolejnych numerach nie ma nawet słowa o Hrabalu, Kunderze, czy Škvoreckim. Dlaczego?
 
- Racja, uciekam od stereotypów. Nie ma, moim zdaniem, większego sensu propagować u nas Hrabala czy Kundery. Wszyscy ich przecież znają i, o czym warto wspomnieć, pisarze ci są u nas dużo bardziej cenieni niż w Czechach. Jak wspomniałem, chcę, by nasza gazeta otwierała nowe horyzonty.
Co można powiedzieć dziś o Hrabalu? Mogą o nim powstać tylko stricte naukowe prace, ale nawet ich problematyka chyba się już powoli wyczerpuje.
 
W ostatnim numerze opublikowaliśmy nieznane chyba w Polsce opowiadanie Haška. W czerwcu zamieścimy przekład Martina Reinera, w lipcu Ludvíka Vaculíka, a we wrześniu wydamy numer specjalny - powieść „Świnki morskie” Vaculíka. Myślę, że jest to pomysłowe i korzystne dla wszystkich propagowanie u nas literatury czeskiej.
 
Stawia Pan też na Michala Viewegha. „Viewegha bronię przy każdej okazji” – czytam. Za co ceni Pan - jak to twierdza złośliwi – „najsłynniejszą czeska pisarkę"?


- Z Vieweghiem to jest tak: Czesi już w liceum uczą się, że Viewegh napisał „Cudowne lata pod psem”, a potem było już tylko gorzej. Tymczasem jest to właściwie jedyny czeski eksportowy autor. Jego powieści są naprawdę dobre.
 
Bardzo odpowiada mi humor Viewegha. Jest przecież niezwykłą sztuką rozbawić czytelnika, pisząc jednocześnie o rzeczach poważnych. Jest to chyba najtrudniejsza strona literatury - humor. A Viewegh to potrafi, co niestety zaciera się w przekładach. Kiedy czytam, że zdanie: „Román to jsem já”, które wypowiada Kvido w kluczowej scenie utworu, jest przetłumaczone na: „Powieść to coś dla mnie”, zaczynam rozumieć, czemu Viewegh nie jest u nas popularny. Choć oczywiście trudno całą winą obarczyć przekład czy tłumacza. Czeska literatura nie przeżywa obecnie w Polsce złotego wieku.
 
Viewegh jest dobrym pisarzem, wrażliwym na słowo, piszącym o poważnych rzeczach lekkim stylem. Bardzo mi odpowiada jego poetyka. Nie jest to jednak mój ulubiony autor.
 
Za jedną z przyczyn małej popularności Viewegha w Polsce podaje Pan niezbyt udane ekranizacje jego książek m. in. „Mężczyzna idealny", czy „Uczestnicy wycieczki”. Znam wiele osób, które filmem „Uczestnicy wycieczki” byli wprost zachwyceni…
 
- Te filmy są dla mnie bardzo nieprzyjemnym zaskoczeniem. „Uczestnicy wycieczki” są jeszcze w miarę najlepsi. W tych filmach gubią się najlepsze cechy twórczości Viewegha - krótki opis, intertekstualne aluzje. Zostaje obraz i dialog. Na pewno strona finansowa tych przedsięwzięć była dla twórców atrakcyjna, ale szczerze mówiąc dziwię się, że Viewegh się na to zdecydował. Cóż, w ten sposób dotarł do „nieczytających”. Też często słyszę narzekanie: „filmy Viewegha są wspaniałe, ale te książki... ". Jestem przeciwnego zdania, Viewegh to dla mnie pisarz, nie scenarzysta.
 
W kwietniu był Pan na 14. Praskich Targach Książki. Co ciekawego dzieje sie dziś w czeskiej literaturze?
 
- Oj, to temat na bardzo długą dyskusję. Myślę, że największą ciekawostką ostatnich tygodni jest nowa, piąta już powieść Petry Hůlovej „Stanice tajga”. Natomiast w Polsce ukaże się po raz pierwszy powieść wielkiego czeskiego pisarza - Ludvíka Vaculíka. I to my ją wydamy, z czego jestem niezwykle dumny, ponieważ Vaculík to naprawdę wielka czeska osobowość. Bez niego czeska literatura, kultura i polityka miałaby się w 2. połowie XX wieku znacznie, znacznie gorzej. Vaculík jest przełożony na wszystkie główne języki europejskie. Dziwnym trafem jego książki nie pojawiły się dotąd w Polsce.
 
W najnowszym numerze „Pana Slawisty” przekonuje Pan, ze warto czytać Słowaków. Tekst poświęca Pan Dominikowi Tatarce i Michalowi Hvoreckiemu. W tym kontekście dziwi brak Pavla Vilikovskiego. To kwestia przekory, czy próba rewizji polskiego kanonu słowackiej literatury?
 
- Nie jest to ani przekora, ani próba rewizji. Po prostu nie można pisać o wszystkich, zawsze stoi się przed wyborem. Tym razem wybór padł na Tatarkę i Hvoreckiego. Następnym Słowakiem w „Panu Slawiście” będzie Vladimír Balla.
 
Vilikovský - podobnie jak Kundera i Hrabal - jest już za bardzo ograny?

- No tego bym o nim akurat nie twierdził. Myślę, że Hrabalowi pozycji w Polsce zazdrości większość polskich pisarzy. Vilikovský nie jest raczej w stanie konkurować z Hrabalem czy Kunderą na polskim rynku wydawniczym.
 
W Polsce ukazuje sie niewiele książek czeskich i słowackich autorów. Są nazwiska w Polsce prawie nieznane jak Ivan Martin Jirous, czy Petr Placák. Dlaczego?
 
- Po prostu nie ma na to zapotrzebowania. Przerażająca prawda wygląda tak, że nawet studentów bohemistyki te sprawy zbytnio nie interesują. Literatura czeska jest u nas sprawą niszową, słowacka nieznaną. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Podejrzewam, że dziś kluczową rolę odgrywa marketing, a w czeskich pisarzy po prostu nie opłaca się inwestować.
 
Zatem nie ma sensu mówić o lepszych czasach dla literatury czeskiej i słowackiej w Polsce?
 
- Tego nie wiem. Wiem natomiast, że literatura czeska i słowacka jest dość hermetyczna i po prostu niewiele książek nadaje się do wydania zagranicą. Poza tym język czeski naprawdę tłumaczy się niezwykle ciężko i wiele gubi się w przekładzie. Na rynek obcy eksportuje się więc towar znacznie mniej atrakcyjny. Wielu autorów jest po prostu autorami czeskimi i takimi już pozostanie.


Rozmawiał: Łukasz Grzesiczak

Foto: z archiwum Mirosława Śmigielskiego

Mirosław Śmigielski - doktorant Uniwersytetu Masaryka w Brnie, gdzie zajmuje się czeską literaturą drugiej połowy XX wieku oraz m.in. polską poezją rockową. Redaktor naczelny miesięcznika literackiego „Pan Slawista”. Archiwalne numery magazynu można znaleźć na

www.pan-slawista.pl


Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku

Po aktualne informacje o wydarzeniach kulturalnych zapraszamy do grupy [panoramakultur]

- - - - - -

     


  1 2 3  >

Reklama wspiera działalnosc serwisu Panorama Kultur
© Stowarzyszenie Panorama Kultur 2003-2010
e-mail: biuro@pk.org.pl
powered by prot serwery

Poprawny CSS!