Architektura drewniana miasteczek Lubelszczyzny - ujęcie etnograficzne

Od schyłku XIX w. pejzaż architektoniczny historycznych miasteczek Lubelszczyzny jest już lepiej udokumentowany zachowanymi rycinami i fotografiami, dokumentacją konserwatorską a także sporadycznie przetrwałymi obiektami. Już w czasach II Rzeczypospolitej władze doceniły niebywałe archaiczne piękno miasteczkowej architektury drewnianej wpisując na listę zabytków województwa lubelskiego m. in. dwa drewniane piętrowe domy z Frampola oraz dom z Goraja. Podkreślono wówczas, iż są z XIX w. i mają charakter barokowy.
 
Na przestrzeni kilkudziesięciu lat XX w. występowały w tutejszych miasteczkach, bywało obok siebie i z różną intensywnością, rozmaitej konstrukcji budynki. W tym streszczeniu pragniemy zwrócić uwagę jedynie na kilka zasadniczych odmian domów mieszkalnych. Pierwsza grupa to obszerne podcieniowe domy, niektóre z mieszkalną drugą kondygnacją. Druga grupa to małe domy, licznie spotykane w miasteczkach typowo rolniczych, niewiele różniące się od chałup w okolicznych wsiach. Trzecia grupa to domy stawiane często już na wąskich, kilkakrotnie dzielonych parcelach, prowizoryczne, bez wyrazistych oznak dawnego stylu - jednopiętrowe lub z mieszkalnym poddaszem, przybudówkami i z niskim dachem.
 
Aby zrozumieć drewnianą architekturę miasteczek, szczególnie jej schyłkową fazę na Lubelszczyźnie od przełomu XIX/XX w., należy sięgnąć do różnorodnych źródeł wiedzy i spojrzeć na nią jako na odwzorowanie dawnego życia codziennego. Główne uwarunkowania rozwoju miasteczkowej drewnianej architektury w tym okresie to: tradycja, szczególnie silna w społeczności żydowskiej i u katolików-rolników, następnie narastające tempo zmian własnościowych i rodzinnych podziałów nieruchomości, ubóstwo, pożary, zniszczenia wojenne, rozwój budownictwa z materiałów ognioodpornych, koncepcje odbudowy i odnowy polskiego miasteczka po I wojnie światowej.  

W miasteczkowych chałupach, najczęściej wolnostojących, mieszkali przeważnie miasteczkowi rolnicy, a sposób gospodarowania na działce spowalniał ewolucję architektoniczną. Tymczasem w przyrynkowych domach, m. in. podcieniowych, mieszkali na ogół Żydzi zajmujący się handlem i rzemiosłem. Dopóki świat wydawał się wiecznotrwały a dochody właścicieli dostateczne tradycja wymuszała odbudowy w podobnym stylu, choć bywało, że z jakimiś nowościami lub choćby uproszczeniami. W miasteczkach zniszczonych podczas I wojny światowej budynki wyróżnionej tu trzeciej grupy są już na ogół świadectwem prowizoryczności i postępującego ubóstwa ludności, a czasem jakby brakiem wiary w sens wiązania całego życia z miasteczkiem. Sklepik, warsztat, zajęcie domokrążcy wymagały tak niewielkiej przestrzeni, że w takim przyrynkowym budynku mogło się zmieścić wiele rodzin. Oczywiście odbywało się to kosztem warunków higienicznych, życia na poddaszach, latem rozgrzanych, a zimą wyziębionych, często z wstawianymi dymiącymi żeliwnymi piecykami, w izbach więcej niż niedoświetlonych, do których prowadziły zewnętrzne schodki.
Również i różnorodne formy małej miasteczkowej architektury: rozmaite budki, płoty, parkany, znaki drogowe, studnie, ówczesne drewniane słupy elektryczne i telefoniczne, wysięgniki, druty, anteny, wreszcie szyldy będziemy lepiej rozumieć przez pryzmat wiedzy o rozwoju cywilizacyjnym miasteczek. Posłuży temu znajomość ówczesnych cen, podatków, kryzysów i koniunktur,
a także tendencji społeczno-politycznych na szczeblu rządowym i samorządowym. 

Rozwój sieci kolejowej na Lubelszczyźnie od 4 ćw. XIX w. umożliwił na szerszą skalę wprowadzenie do tutejszych miasteczek armatury kuchennej, okuć budowlanych, gwoździ, przywożonych głównie z Zagłębia Staropolskiego, z okolic Sosnowca i Częstochowy. W miasteczkach pojawiła też architektura żeliwa, np. pompy, kieraty, balkony. Na początku XX w. wzrosły możliwości tańszego zakupu trwalszego, ognioodpornego pokrycia jak blacha żelazna ocynkowana, papa, eternit, które stopniowo zastępowały gont, a na przedmieściach miasteczek słomę.  

Przed laty, drewniana zabudowa miasteczek, skoncentrowana w kwartałach przyrynkowych - miejsce pracy i wypoczynku mieszkańców – brała udział w swoistym filharmonicznym tworzeniu dźwięków, jednego w ważnych składników klimatu polskiego miasteczka. Czarno-białe archiwalne fotografie nie wiele mówią o kolorach naszych miasteczek. Tymczasem przed II wojną światową, a także wcześniej, niektóre fasady domów, szalunki, stolarka okienna i drzwiowa, były malowane i barwne.
Dziś przystajemy obok nielicznych przetrwałych drewnianych domów. Ubolewamy nad koncepcyjną pustką współczesnych, nie liczących się z tradycją projektów architektonicznych dla polskiego miasteczka. Wierzymy jednak, że edukacja o dawnym życiu codziennym i architekturze miasteczek ma teraz głęboki sens, a każda szczera i udana próba uratowania lub odwzorowania chociażby architektonicznego detalu, w przestrzeni miasteczka i w pomieszczeniach budynków, godna jest głośnego podziwu.

Grzegorz Miliszkiewicz 

Tekst powstał w ramach projektu "Architektura drewniana miasteczek Lubelszczyzny" realizowanego przez Stowarzyszenie Panorama Kultur dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.